poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział siódmy

Obudziłam się obok Louisa. Szybkim ruchem wstałam z łóżka. Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Czułam się strasznie.  Znam kolesia ledwo 2 dni a już...nie, nie mogę w to uwierzyć. Nie umiem nawet na siebie spojrzeć. 
Po chwili poczułam jak ktoś mnie obejmuje. 
- Hey kochanie- Powiedział Louis całując mnie w szyję.
Jego usta były takie ciepłe, takie delikatnie takie...co ja gadam.?! 
- Hey Lou- Odparłam wpatrując się w podłogę.
Louis delikatnie podniósł moją brodę i spojrzał mi w oczy. Byłam zakłopotana.
Louis podniósł mnie i zaniósł do salonu. On poszedł do kuchni, a ja miałam zamiar iść po gazetę. Gdy wyszłam na schody w cieniu na działce na sprzedaż na przeciwko mego domu stała gróbka ludzi. To byli oni. Wampiry. Tam był ten Chad, który wczoraj chciał mnie zabić. Wszyscy wpatrywali się w mój dom. Dlaczego uwzięli się na mnie.? Mają tyle ludzi w okolicy, a oni wybrali akurat mnie.? Serio.? Eh...dziwacy. Wzięłam gazetę i weszłam powrotem do domu. Tam usiadłam na fotelu i zaczęłam czytać. Co jakiś czas  wychylałam się z nad gazety i śmiałam się z Louisa, który próbował zrobić naleśniki. Gdy raz próbował jednego podrzucić spadł mu na twarz, co wyglądało przekomicznie.
Wyglądaliśmy jak małżeństwo mimo to, że znamy się zaledwie 2 dni. Nie wierzę w przeznaczenie i w miłość od pierwszego wejrzenia ale powoli zaczynam w to wierzyć. Trochę przeraża mnie to iż Louis jest wampirem ale...trudno. Nikt nie jest idealny, prawda.?
- Ah...te niedzielne poranki...- Powiedział Louis zerkając na mnie.
Zaśmiałam się.
- Tak, Louis te niedzielne poranki...hahaha- Odpowiedziałam śmijejąc się.
- Masz zaraźliwy śmiech- Powiedział Louis również się śmiejąc.
Wstałam z fotela i stanęłam obok stołu. 
- No siadaj, na co czekasz.?- Spytał Louis.
- No już siadam, spokojnie- Odpowiedziałam uśmiechem na twarzy.
Usiadłam na krzesło, a Louis podstawił mi pod twarz talerz z naleśnikami. Usiłowałam to zjeść ale nie mogłam. Ale nie chciałam też zrobić Louisowi przykrości. Zmusiłam się więc i wepchnęłam sobie do ust prawie całego naleśnika. Louis spojrzał na mnie z niewyraźną miną lecz uśmiechnął się.
Gdy już zjadłam uznałam, że pozmywam i pójdę do biblioteki. Tak też zrobiłam. Lecz Louis powiedział, że nie puści mnie samej i, że mnie odprowadzi. Gdy otworzyłam drzwi postaci z placu na przeciwko od razu spojrzały się w moją stronę, a Chad zrobił krok w moją stronę. Lecz gdy po chwili z mego domu wyszedł za mną Louis Chad cofnął się, a reszta jego towarzyszy obróciła swój wzrok. Dziwiło mnie to. Przecież Louis to zwykły wampir, tak jak i oni. Nikt nadzwyczajny...a przynajmniej tak mi się wydaje. Chyba niczym nie różni się od reszty...chyba.
Gdy weszliśmy już do biblioteki, weszłam do działu z książkami ,, Paranormalnymi '' ( Jak to nazywała bibliotekarka) . Dla mnie to są po prostu książki fantasty, o wilkołakach, maugach, wampirach, wiedźmach, nekrotofach, skrzatach i tym podobnymi. Wzięłam jakąś książkę o wampirach, bo uznałam, że może tam dowiem się czegoś ciekawego o wampirach. Podeszłam do jednej z ławek/stołów i otworzyłam książkę po czym zaczęłam ją czytać. Louis wziął jakąś książkę z działu romansu i usiadł na przeciwko mnie. Co jakiś czas Louis zerkał na mnie z nad książki i patrzył tymi swymi błyszczącymi oczami i szczerzył swe cudne kły. Spojrzałam na ramie Louisa, w które niedawno go udrapnęłam. Jego ramie wyglądało jakby nic mu się nie stało, a ja przecież dobrze pamiętam, że go w nie udrapnęłam. Ale...to w końcu wampir, a wampiry się szybko regenerują.
Gdy przeczytałam jakąś jedną czwartą książki bibliotekarka wyrzuciła nas z biblioteki bo była już 21. Wypożyczyłam więc od niej książkę o wampirach i udaliśmy się z Louisem w kierunku mego domu. Uznaliśmy, że pójdziemy dłuższą drogą. Tak też uczyniliśmy.  Obeszliśmy prawie całą ulicę, na której miałam dom. Ulica, na której znajdował się mój dom znajdowała się niedaleko lasu. Uznaliśmy więc z Louisem, że pójdziemy do mnie przez ten lat. Tak też uczyniliśmy.
Gdy byliśmy już niedaleko mego domu z krzaków coś wyleciało na Louisa. Oczy stworzenia świeciły się. Nie był to jednak wampir. Stworzenie jednym ciosem swej masywnej łapy odrzuciło mnie i upadłam na ziemię. Louis momentalnie podniósł się i ugryzł stworzenie. Stwór jednak udrapnął ( a przynajmniej tak to wyglądało.) Louisa w plecy. Po czym uciekło skomląc.
- Co to było.?!- Spytałam przerażona.
- To.? To był wilkołak...-  Powiedział Louis usiłując podnieść się z ziemi.
Po chwili jednak upadł.
- Co jest.?! - Krzyknęłam podbiegając do Louis. 
Uniosłam go lekko i spojrzałam na  plecy Louisa. Krwawiły. I to mocno. Zadzwoniłam na pogotowie.
Gdy pogotowie przyjechało zawieziono Louisa do szpitala. Pojechałam z nimi. Gdy lekarz wyszedł z sali, w której był Louis podniosłam się.
- I co z nim będzie.?- Spytałam.
- Nie wiadomo czy przeżyje, ale jego stan jest w miarę dobry i zadziwiający. Dziwne jest to, że jeszcze nie umarł.- Odpowiedział lekarz po czym poszedł.
Ale jak to ,, Może umrzeć''.?! Przecież to wampir.! A wampiry są podobano nieśmiertelne i cholernie szybko się regenerują, więc o co chodzi.?! Jakie umrzeć.?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz