niedziela, 27 października 2013

Rozdział ósmy

( Czytając owy rozdział proszę obyś posłuchała/posłuchał piosenki z yt. Dziękuję :) )
Podniosłam się z podłogi, którą można powiedzieć, że umyłam łzami. Podniosłam się więc i udałam do pokoju Louisa. Usiadłam na jego łóżku i chwyciłam go za tą jego lodowatą bladą dłoń. Przeszedł mnie dreszcz. Ja mu nie pozwolę umrzeć. Położyłam swą dłoń na jego piersi. Poczułam jak bije mu serce.  Ulżyło mi. Przynajmniej wiedziałam, że żyje. W końcu podniosłam się z łóżka i udałam się w kierunku drzwi.
Przy drzwiach spojrzałam jeszcze raz na Louisa, a po moim policzku spłynęła łza. Minęłam próg i zamknęłam drzwi. Idąc korytarzem mijałam kilka osób w poczekalni. Prawie wszyscy patrzyli na mnie jak na jakąś pomyloną. Minęłam próg szpitala i uznałam, że dzisiaj zwagaruję z lekcji. Udałam się do domu przez ten głupi ciemny las nie zważając na co lub kto tam może się kręcić. Wszystko było mi już obojętne. Może to głupio zabrzmi ale ja kocham Louisa. Tak. Kocham go mimo, że znam go tylko 3 dni. Czy to miłość od pierwszego wejrzenia.? Być może.
Gdzieś tak w połowie lasu zatrzymałam się i usiadłam pod drzewem. Wyjęłam książkę z biblioteki i zaczęłam czytać. Nie wyczytałam tam nic ciekawego po za tym, że gdy inny stwór cienia zrani wampira to wampir nie regeneruje się, że rana nie goi się od razu, że...że wampir może umrzeć. Cały czas czytam to samo zdanie: ,, Gdy wampira ugryzie drugi wampir lub gdy zrani go inna istota cienie, wampir nie goi się. Wampir może w tedy umrzeć.'' W głowie cały czas mam te zapisane słowa: ,, Wampir może w tedy umrzeć, wampir może w tedy umrzeć.'' A co jeśli Louis umrze.? Co w tedy zrobię.? Przecież to będzie moja wina. Tylko i wyłącznie moja wina. 
Podniosłam się z ziemi, po czym otrzepałam spodnie. Usłyszałam za sobą jakiś szmer. Obróciłam się szybko żeby zobaczyć co to było.  Nic jednak nie zobaczyłam. Obróciłam się z powrotem do drzewa i wróciłam do otrzepywania spodni ze ściółki leśnej. Nagle coś przydusiło mnie do drzewa. Trzymało mnie za szyję i uniosło moją głowę ku górze. Spojrzałam na postać, która na mnie napadła. Postać miała błyszczące oczy i bliznę na szyi. Osoba odgarnęła me włosy z szyi i otworzyła usta. Stwór miał białe długie kły. Doszłam w tedy do wniosku iż to był wampir. Przygotowałam się już na śmierć. Zamknęłam oczy, a w myślach powiedziałam Louisowi, że go kocham, a po moich pliczkach spłynęły łzy.
- Co ty.? Płaczesz.?- Spytał mój napastnik.
- Tak...ale jak jesteś głodny to pij.! Co ja Ci będę bronić.?- Odpowiedziałam z trudem łapiąc powietrze. 
Wampir pokiwał głową jakby wytrząsał z niej myśl o współczuciu i powoli zaczął przykładać usta do mojej tętnicy.
Nagle upadłam na ziemie, a wampir leżał kilka metrów ode mnie na ziemi, a na nim jakaś włochata bestia. Stałam jak sparaliżowana. Patrzyłam się na te dwie postacie, które walczyły ze sobą. Nagle włochaty potwór wstał z wampira, a ten gdzieś zniknął.  Stwór położył się na ziemi i skomlał. Miał psi pysk, ale miał z około dwa metry. Prześledziłam to coś wzrokiem, z łapy stwora leciała krew, a on skomlał jak pentany. Podeszłam do wilkopodobnego stworzenia, a on warknął.
- Spokojnie...- Powiedziałam podchodząc bardzo wolno.- Nic ci nie zrobię...
Stworzenie chyba mi zaufało. Położyło pysk na ziemi i śledziło mnie wzrokiem. Podeszłam do tego i położyłam rękę na jego łbie. Nagle stworzenie podniosło się i pobiegło dalej w las. ,, Czy to był wilkołak.?''- Pomyślałam, i chyba miałam rację.
Bojąc się iść dalej lasem cofnęłam się i udałam się znowu w kierunku szpitala. Moja torba była cała brudna, z resztą jak i ja.
Szłam polną drogą, aż ujrzałam za drzewami zarys dużego budynku szpitala. Usłyszałam za sobą szmer i łamane gałęzie. Zaczęłam biec, obejrzałam się. Za mną biegł jakiś chłopak. Nie zatrzymałam się. Biegłam ile sił w nogach, aż wybiegłam na ulicę. Stanęłam na środku ulicy. Spojrzałam w bok. Prosto na mnie jechał samochód osobowy, a kierowca gadał przez telefon. Strach mnie sparaliżował. Nie mogłam się ruszyć. Nagle wylądowałam na chodniku, a samochód przejechał przede mną ze spokojem. Na mnie leżał  jakiś chłopak...to był ten chłopak, który biegł za mną z lasu. Wstałam szybko i pobiegłam z trudem do szpitala.
Gdy minęłam próg szpitala pierwsze co zrobiłam to usiadłam na ławkę w poczekalni i odetchnęłam głęboko. Po chwili jednak wstałam i poszłam do pokoju, w którym znajdował się Louis. Uchyliłam drzwi. Louis miał otwarte oczy i patrzył się w okno.
- Hej...można.?- Spytałam szeptem.
- Hej...tak, wejdź...- odpowiedział słabo Louis i zamknął oczy.
Położyłam się koło niego, a on objął mnie ramieniem. Po chwili zasnęłam.
Obudził mnie po jakimś czasie dźwięk elektrokardiografu. Elektrokardiograf wydawał coraz dłuższe dźwięki, nagle do pokoju wbiegli lekarze. Jeden z nich mnie wyprosił. Zaczęłam się bać. Oparłam się o ścianę i wpatrywałam się w zamknięte drzwi od pokoju. Nagle z pomieszczenia wyszedł lekarz i popatrzył na mnie.
- Co z nim będzie.?!- Spytałam na skraju załamania nerwowego.
Lekarz otworzył usta. Nie powiedział jednak tego co zamierzałam usłyszeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz