Rzuciłam się na łóżko. Mój pokój wypełniał mrok oraz cisza. Bałam się. Nie było w domu nikogo prócz mnie. Nigdy nie rozmawiałam z mamą. Nie słuchałam jej i olewałam ją, kłóciłyśmy się przez co w domu zawsze było w miarę głośno. Zawsze marzyłam aby być w domu sama, ale teraz brakuje mi mamy, właśnie teraz gdy muszę z nią porozmawiać, nie ma jej.
Podniosłam się z łóżka i wyjrzałam przez okno. Przed bramą stał Louis. Wpatrywał się w moje okno i uśmiechał się, obnażając swe śnieżnobiałe kły. Po jego ustach znów ściekała czerwona ciecz, a w ręku trzymał kwiat róży. Jestem ciekawa ile on zabił ludzi i czy zabije też mnie.
Wstałam z łóżka i wzięłam jakąś książkę z półki. Chciałam ją czytać lecz co chwilę na kartki padały krople mych łez. Moje oczy były załzawione i nie widziałam liter. Odłożyłam więc książkę na półkę i podeszłam do okna. On cały czas tam stał. Czułam się obserwowana. Uznałam jednak iż wyjdę przed dom i postaram się go wypędzić.
Zeszłam więc na dół po czym otworzyłam drzwi i wyszłam na ogród. Louis spojrzał na mnie z czułością.
- W końcu zeszłaś...- Powiedział śmiejąc się.
- Tak w końcu zeszłam i proszę cię abyś poszedł bo czuję się niezręcznie gdy ktoś patrzy się w moje okno.! - Powiedziała podnosząc lekko głos.
- Dobrze ale chciałem cię przeprosić za ten incydent w parku. Poniosło mnie. Proszę wybacz mi i weź owy kwiat.- Odpowiedział Louis spuszczając wzrok na ziemie i podając mi kwiat róży.
Bez słowa wzięłam od niego różę. Louis obrócił się na pięcie i zaczął powoli iść. Ciągnął nogami po ziemi.
- Louis...- Powiedziałam cicho oraz niezręcznie uśmiechając się.
- Tak.?!- Powiedział Louis obracając się oraz uśmiechając się bardzo szeroko.
- Czemu to zrobiłeś.?
- Ale co.?
- No...to w parku...
- Sam nie wiem...ludzie chyba całują innych w tedy gdy coś czują do innej osoby.
Zapadła cisza. Louis spuścił głowę i wpatrywał się w ziemię, tak jak i ja. Doszłam do wniosku, że ja chyba też coś do niego czuję. Coś więcej niż do znajomego. Czy...czy on mnie zauroczył.? Być może, ale czy to przez manipulację mną i moim umysłem.? Czy to moje serce wybrało akurat jego. Nie można zakochać się w jeden czy tam w dwa dni...a jeśli można.? Ale przecież ja nic o nim nie wiem.
Po chwili poczułam, że coś unosi moją głowę ku górze. Uniosłam oczy i spojrzałam na Louisa. Patrzył na mnie swymi świecącymi oczami.
,, On oczy ma jak gwiazdy i twarz jak ze snu, tak kocham na nią patrzeć''- Pomyślałam...ale...co.? co ja myślę.?! To jest wampir, on zabija ludzi.! A ja coś do niego mam czuć.? Do mordercy.? Do potwora.? Do krwiopijcy.?! O, nie, nie mogę.! Ale...ale on jest taki cudowny...nie umiem mu się oprzeć, choć muszę. Po chwili poczułam jego usta na moich. Byłam zakłopotana i zdziwiona lecz po chwili odwzajemniłam pocałunek.
Po jakiejś niecałej minucie oderwałam swe wagi od warg Louisa. Od ust do podbródka miał zaschniętą krew. Wyjęłam z kieszeni paczę chusteczek i wyjęłam jedną. Poszłam na chwilę od domu i namoczyłam koniec chusteczki. Wróciłam do Louisa i starłam mu zaschniętą krew z brody.
- Louis...chyba powinieneś już iść do domu...a po za tym jestem zmęczona i chcę iść spać...- Powiedziałam.
- Tak, masz rację...to ja już pójdę...dobranoc Meg...- Powiedział Lou i pocałował mnie w policzek.
- Dobranoc Louis- Odpowiedziałam nie patrząc na niego.
Po chwili Louis zniknął mi z pola widzenia. Ja udałam się do mego pokoju. Położyłam się na łóżku, a po moich policzkach ściekły łzy. Co ja zrobiłam.? Jak ja mogłam.? Ja nie mogę czegoś do niego czuć, to nie ludzkie. I jeszcze mam go kryć przed tym, że zabija ludzi.?Ja nie mogę... ja nie potrafię... lecz z drugiej strony...serce nie sługa. Ale ja nie mogę być w nim zauroczona, po prostu nie mogę.!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz