Minęły 3 tygodnie odkąd Louis trafił do szpitala. Przez cały ten czas myślałam o nim. Dzisiaj Charles zaproponował abyśmy poszli do kina. Zgodziłam się bo uznałam, że dobrze mi to zrobi. Przyzwyczaiłam się już nawet do tego, że Charles jest wilkołakiem.
Gdy wychodziliśmy z kina na ławce siedział jakiś mężczyzna w ciemnych okularach i wydawało mi się, że na nas patrzył. Postarałam się go zignorować i rozmawiać spokojnie z Charlesem. Nagle mężczyzna z ławki wstał i zaczął za nami iść. Cały czas czułam jego obecność. Gdy byliśmy przy wyjścia z budynku poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Obrodziłam się, a za mną stał ten mężczyzna. Uśmiechnął się do mnie, a ja odskoczyłam i przytuliłam się do Charlesa.
- Nie poznajesz mnie.? Aż tak długo mnie nie było.?- Zaśmiał się mężczyzna.
- K... kim ty jesteś.?- Spytałam.
- Eh...no dobra. To ja. Louis.
Podbiegłam do niego i przytuliłam się. Louis odwzajemnij uścisk i lekko mnie po czym się obróciliśmy. Mój wzrok spotkał się z oczyma Charlesa. Wyglądał na smutnego i szczęśliwego za razem. W końcu się odezwał.
- Miło, że już wróciłeś ze szpitala Louis...- Powiedział ze spuszczonym wzrokiem.
- A ty skąd wiesz, że ja byłem w szpitalu.?- Spytał.
- Mam swoje źródła- Zaśmiał się Charles- Nie no, Meg mi powiedziała.
- Aha.- Odpowiedział Louis i chwycił mnie za rękę.
Udaliśmy się wszyscy w kierunku mego domu. Louis i ja cały czas rozmawialiśmy, a Charles...a Charles patrzył się tylko w ziemię i nie odzywał się. Jakby był w swoim świecie i zapomniał o rzeczywistości. Co jakiś czas zerkał i robił minę zbitego psa. Nie podobało mi się to, że się tak zachowuje. To było dziwne. Jak byliśmy sami nadawał jak katarynka, a teraz.? Teraz nic.
Gdy byliśmy już pod domem Louis wszedł do mojego domu, a Charles stanął przy furtce.
- Nie wejdziesz.?- Spytałam.
- Nie. Nie chcę wam przeszkadzać.- Odpowiedział spuszczając głowę i patrząc w ziemię.
- No co ty.? Nie będziesz przeszkadzać.- Powiedziałam uśmiechając się i podnosząc jego głowę.
Po chwili uśmiechnął się niezręcznie, a ja chwyciłam go za rękę i wciągnęłam go na ogród po czym go lekko popchnęłam. Charles potknął się o własne nogi i prawie by się wywrócił na chodnik przed mym domem ale w ostatniej chwili złapał równowagę i obrzucił mnie złowrogim spojrzeniem, lecz po chwili zaśmiał się i poszedł dalej. Zamknęłam furtkę i dołączyłam do chłopaków w salonie. Rozprawiali właśnie o magii i jakiś istotach cienia. Nie chciałam się wtrącać więc usiadłam na fotelu i przysłuchiwałam się ich rozmowie. W pewnym momencie odgarnęłam włosy i odgarnęłam je na bok.
- Megan co to było.?- Odezwał się nagle Louis.
- Odgarnięcie włosów.? A przynajmniej tak sądzę.- Odpowiedziałam.
- Nie, nie o to chodzi. Chodzi o to co masz przy karku.
- Nie wiem. Chyba znamię. Mam je od urodzenia...
- Pokarz.- Powiedział Charles.
Po chwili podszedł do mnie, odgarnął mi bardziej włosy i spojrzał na mój kark. Nagle odsunął się i spojrzał na Louisa zdziwionym wzrokiem. Skinął głową pokazując w ten sposób Louisowi, żeby zobaczył co tam jest. Louis wstał z kanapy i podszedł do mnie, a Charles zrobił krok w tył. Louis chwycił moją głowę i przyjrzał się memu znamieniu. Po chwili również zrobił krok w tył i znalazł się obok Charlesa.
- Widzisz to samo co ja.?- Powiedział przytłumionym głosem do Charlesa.
- Tak. Widzę...ale...jak to możliwe, że ani ty, ani ja tego nie zauważyliśmy.?- Odparł równie cicho Charles.
- Nie wiem...
Dotknęłam ręką znamienia po czym zakryłam je włosami. Nie wiedziałam o co chodzi. To przecież tylko jedno cholerne znamię, a oni zachowują się jakby zobaczyli jakieś diamenty albo Boga. Za moimi plecami słyszałam jak chłopacy szepczą o tym, czy pokazać mi coś czy nie. Ale chyba jednak stanęło na tym, że mi to pokarzą. Louis wyszedł z mojego domu lecz po jakiś dziesięciu minutach wrócił z jakimiś trzema książkami. Podał mi je i usiadł na kanapie. po chwili Charles dołączył do niego.
- Otwórz na 5 stronie. - Powiedział Louis.
Wykonałam polecenie wampira i otworzyłam książkę na stronie piątej. Były na niej wypisane jakieś słowa, których nie rozumiałam.
- Przeczytaj....hm...to i popatrz na dowolny przedmiot w pomieszczeniu. Ale lepiej wyjdźmy z tym na dwór co.?- Powiedział Charles i wskazał na jedno słowo.
- Tak. Masz rację Charles. Lepiej wyjdźmy przy tym z domu- Powiedział Louis.
Wzięłam gazetę i poszłam na dwór za chłopakami.
- Asamedahana. - Powiedziałam patrząc na gazetę leżącą na progu domu.
Nagle na moich oczach pojawił się ogień, a gdy zgasł na miejscu gdzie leżała gazeta pojawił się popiół i osmolony brók. Byłam przerażona. Co to miało być do cholery.?! Chłopacy wpatrywali się w miejsce po gazecie z wielkimi oczami.
- A nie mówiłem.?- Powiedział Charles do Louisa.