W moich oczach zabłysły ogniki strachu, był tak potężny , że nawet on to wyczuł. Zerwałam się z ławki i ruszyłam szybkim krokiem, prawie biegiem do domu. Ale on był szybszy, zwinniejszy. Bez żadnego zmęczenia dogonił mnie, co mnie przeraziło.
- Zostaw mnie w spokoju! - powiedziałam nie zwalniając. odganiałam jego rękę która za wszelką cenę chciała mnie złapać. - Louis - powiedziałam prawie płacząc.
On zatrzymał się i pozwolił mi odejść. Z parku nie miałam daleko do domu co mnie w jakimś stopniu pocieszało. Z oddali widziałam swój dom, radość powiększała się kiedy tylko stawiałam każdy kolejny krok.
Coś mnie złapało. Lodowate ręce zasłoniły mi usta bym nie mogła krzyczeć, ktoś silny ciągnął mnie do tyłu. Szarpałam się, krzyczałam, z czego wychodził tylko cichy pomruk słowa " Louis". Kopałam napastnika z całych sił, sprawiając sobie siniaki na ciele. Kopnęłam go raz, drugi , a on nic. Dalej prowadził mnie przez chodnik.
- Louis! - wrzasnęła z całych sił kiedy tylko nadarzyła się okazja. Mężczyzna mocniej ujął moje ramię i zasłonił mi usta i nos tak, że każdy oddech sprawiał mi ból.
Znowu to, pomyślałam.
Znowu , chce mi się płakać. Znów jestem bez silna, stwarzam łatwy celem dla każdego paranormalnego, w pół żyjącego człowieka.Lub martwego. Ponownie wznowiłam szarpaninę. Tym razem mężczyzna był słabszy, jakby coś mu się stało. Kolejny lodowaty ścisk na przedramieniu, siła z jaka inna postać mnie odciągała od napastnika była niewiarygodna.Lecz mało przemyślana, moje nogi skrzyżowały się a ja straciłam równowagę, siła i brak koordynacyjni z mojej strony sprawił, że walnęłam całym całe w samochód. Przyznam , bolało jak nie wiem. Siła z jaka uderzyłam się w głowę lekko mnie ogłuszyła. Jedyne co dostrzegałam to smugi szybko poruszających się postaci w mroku ulicy.
- Czego ty chcesz Marco ? - zapytał ktoś.
- Jej - głos był bardzo efektywny. Odbył się w mojej głowie trzy razy głośniej i przerażająco.
Jęk. Trzask metalu. Słowa. Smugi. Jęk. Cisza.
Wszystko było takie dziwne, pamiętam, że ktoś mnie uniósł. Nie krzyczałam, uważałam to za nie potrzebne. A może było ? Kroki, równo stawianie, jak snucie się po czymś jak śluz. Dziwne drżenia, pisk, szum głośników i to jaka denerwujący, a zaraz cisza... i to jaka przerażająca.
- Megan ? - cichy, łagodny głos. To było tak miłe, słyszeć taki głos. - Hej, obudź się - i znowu się pojawił. Chwilę potrwało zanim ogarnęłam cię się właściwe stało.
Dobra a więc. Byłam z Louisem w parku, on zniknął, a potem pojawił się. Ale coś było z nim nie tak... O BOŻE on zabił kogoś. Zaraz, co było dalej, czemu ja nic nie pamiętam?! Co on mi zrobił,że nic nie pamiętam!
Porwałam się do siadu, drżąca dłonią zaczęłam macać szyję. Nic, żadnych śladów kłów. Jednak coś było nie tak. Tylko ...! Kurde!
Otworzyłam szeroko oczy, tak jak myślałam, Louis siedział na krześle przy moim biurku i patrzył na mnie z odległości. Czemu z takiej ? Przetarłam oczy i raz jeszcze na niego spojrzałam.
- A to dziwne - rzekłam słabo.
- Co takiego ? - zapytał unosząc brew.
- Zwykle jak zamykam oczy ty znikasz. - dodałam.
- Jak chcesz...
- Nie - przerwałam mu. Czemu właściwie to zrobiłam ? - Zostań, przyda mi się ktoś do towarzystwa.
Jezu czemu to powiedziałam ?
- Megan, nie wydajesz się zbyt przekonana do tego. - dodał słabo.
- Kurde, Louis! - powiedziałam.- Jak mam być przekonana, ty zabijasz ludzi. Nie wiem co działo się wczoraj do puki nie nie złapał jakiś typ. Tylko widzę ciemność i smugi...- urwałam. Przełknęłam ślinę- Boje się ciebie. - dodałam.
- Nie powinnaś widzieć mnie, nie powinnaś chcieć mnie poznawać Megan - powiedział. Nie patrzył na mnie.- To złe. Jeśli coś ci się stanie ja ... - także urwał.
To było dziwne. Naprawdę dziwne. Nagle, przestałam się go bać. Stał się dla mnie człowiekiem taki jaki jestem ja czy moi sąsiedzi. Nie przerażało mnie to więcej, że jest wampirem, ma kły i pije krew. Czy był to jego urok ? Czy może zrobił to co z nauczycielką.? Za dużo tego, jak na raz. Ale wiem tylko jedno, zaufałam mu wiedziałam , ze mnie obroni.
- Hej - zagadnęłam - Mamy projekt do zrobienia - dodałam.
On uniósł głowę, na jego twarzy nie było niczego. Żadnej emocji, wyglądał jak posąg. patrząc się tylko w jedne punkt. Ale zaraz... coś zaczęło się zmieniać na jego twarzy, tak... to był uśmiech, obnażył swoje kły. Dreszcz przeszył moje ciało lecz nie dałam po tym poznać.
- Powinnaś odpocząć - rzekł bez przekonania.
Wstał z krzesła i skierował się ku drzwiom by wyjść z mojego pokoju.
- Czekaj! - rzuciłam do niego. Zignorował to. - Kretyn - szepnęłam.
Opadłam na poduszki i wtuliłam się w niej dopiero teraz odczuwając kujący ból w głowie. boże co jest ze mną nie tak ? Albo co Z NIM jest nie tak ?
Postanowiłam odpocząć niż ciągle rozmyślać nad nim. Było to trochę krępujące i denerwujące. Jakby on chciał być w moje głowie ... , ale ja bym tego nie chciałam.
Usiadłam na kanapie i chwyciłam pilot, na stole nadal leżały kartki i plakat na projekt do szkoły. Nie chciałam zacząć dni od myślenia o ... nim! Przełączałam kanały , nie wiedząc nic ciekawego. Lecz przez ciągłe przełączenie programów przez moją głowę przeszedł krótkie i urywające się zdanie. "...Znaleziono koleje ciało, policja do...". Cofnełam szybko o jeden program i czekałam aż mój dekoder odczyta moje szybkie i spontaniczne przełączanie. " Kolejne ciało i kolejne zasadnicze pytanie, Co jest tego wynikiem ? Jest to już drugie ciało w tym tygodniu z takimi samymi obrażeniami. Z naszych informacji wynika, że jest to nietoperz wampirzy. Lecz czy one atakują ludzi ? Każdy zadaje sobie pytanie : Będzie więcej ciał ?" - chwila przerwy. Redaktor przewertował kartki i znów spojrzał w kamerę. - " Więcej informacji po
każe się w wieczornym wydaniu kanału. Do usłyszenia."
Co do cholery?! pomyślałam. Domofon wydał z siebie dźwięk, więc lekko sparaliżowana zrobiła rutynowe czynności, otworzyłam komuś drzwi. Od kluczyłam zamek i podeszłam do kanapy, stanęłam za nią i wpatrywałam się w ekran telewizora gdzie mężczyzna powtarzał wiadomości opisując zdjęcia, dwóch kobiet. Drzwi uderzyły o ścianę, Louis zamknął je i podszedł do mnie, położył rękę na moje ramię ale ja zdjęłam dłoń z mojego barku i spuściłam.
- Megan, daj mi to wyjaśnić - powiedział. Jego głos brzmiał strasznie, był ochrypnięty i przerażony. - To nie ja zabiłem te kobiety. Znaczy tylko trochę napiłem się, ale tylko z jednej. Jak ją zostawiałem ona żyła. - patrzył na mnie w milczeniu.
Czemu on mi to tłumaczy ? Co on mi tłumaczy ? Co ... o cholera ! Spojrzałam na niego ostro przypominając sobie jego wypowiedź. Jeśli to nie on, bo nie on, Widziałam tę kobietę, parę godzin później żywa.
- Stój - powiedziałam przerywając mu, albo zabraniając mówić. Sama już nie wiem. Ale nadal byłam lekko przytłumiona całym tym uderzeniem. - Louis, uspokój się i powiedz co się dzieje. - co jest grane.
Czemu on stał i wpatrywał się we mnie ? Czemu jego oczy są czerwone ? Czemu jego kły wystają spod warg ? Boże co jest grane ? Przełknęłam głośno ślinę.
- Co jest ? - zapytałam. Mój głos drżał. Czemu ?
- Uciekaj - wysapał.
Ja w odpowiedzi zmarszczyłam brwi, co jest do jasne cholery grane ?
- Uciekaj ! - wrzasnął.
Mój instynkt kazał mi biec. Ruszyłam biegiem po schodach do łazienki tylko czemu tam ? Zatrzasnęłam drzwi i przekręciła klucz w zamku, stanęłam pod drzwiami i oparłam się o nie. Sapałam, byłam zmęczona, ale czym ? Paroma metrami przebiegniętymi w górę ? Louis uderzył całym ciałem w drzwi, krzyknęłam.
- Nie, nie ,nie - powiedziałam do siebie. rozejrzałam się po łazience. Drewno. to go zatrzyma. Zrobiłam krok na przód, wolałam chyba nie robić tego.
Krew.?! Co ona kurde tu robi ? Chwyciłam papier i wytarłam ją. Ale ona nadal leciała, jak to się stało ?
Krzyknęłam. Coś zimnego i ostrego przeciachało po moich żyłach. Na moim nadgarstku pojawiła się głęboka i długa linia, krew szybko wydobywała się z niej. Zacięłam trochę wyżej dłoń i trochę spowolniłam krążenie w dłoni. Louis cały czas dobijał się do drzwi.
- Louis.! - krzyknęłam. - Bądź ty człowiekiem - dodałam cicho.- Pomóż - szepnęła.
Szybko traciłam siły. Straciłam równowagę lecz walczyłam z ciężkimi powiekami. To było takie trudne! Opadłam na ziemię nadal gdzieś z głębi wydobywając dzięki podobne do mruczenia, miałam krzyczeć ! Louis! Louis! Ale ty było cholerna mruczenie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz