Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. Budzik nie zadzwonił i zaspałam do nowej szkoły, a to pierwszy dzień, co sobie pomyślą o mnie nauczyciele.? Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się. Wstałam i wyszłam z pokoju. Mojej mamy nie było, z resztą jak zawsze. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic i umyć zęby. Założyłam białą bluzkę, czarne janesy i białe trampki. Włosy spięłam w kucyk. Zaczęłam szukać moich okularów. Gdy w końcu je znalazłam powędrowałam do kuchni. Wzięłam ze stołu jogurt pitny, wyszłam z kuchni, wzięłam torbę z podłogi i klucze z szafki. Wybiegłam z domu po czym zamknęłam drzwi.
Biegłam sprintem do szkoły. W końcu do niej dobiegłam. Poszłam do gabinetu dyrektora gdzie dostałam plan. Pierwsza była geografia. Wbiegłam do klasy od geografii, której szukałam z 5 albo 10 minut.
- Dzień dobry.!- Powiedziałam zdyszana wpadając do sali.
- Dzień dobry. Ty pewnie jesteś Megan.- Powiedział nauczyciel.
- Ym...no...tak i przepraszam za spóźnienie- Odpowiedziałam skrępowana całą sytuacją.
- Dobrze. To usiądź może...-Zastanawiał się nauczyciel- O.! Obok Louisa.
- Dobrze...
Udałam się na miejsce obok chłopaka o imieniu Louis. Usiadłam obok niego. Louis odsunął się ode mnie. Gdyby umiał wchłonąłby się w ścianę. Spojrzałam na zeszyt Louisa. Nie było tam nic zapisanego po za tematem. Nagle zaczął coś rysować. To była chyba karykatura naszego nauczyciela.
- Ładnie rysujesz...- Powiedziałam szeptem.
- Yhym...dzięki- Powiedział trochę głośniej niż ja, po czym uśmiechnął się lekko.
Odwzajemniłam uśmiech. Louis uśmiechnął się szerzej. Zauważyłam jego nienaturalnie długie kły. Spojrzałam na jego twarz. Była strasznie blada. A jego oczy dziwnie się świeciły.
Nagle zadzwonił dzwonek. Wzięłam wszystkie moje rzeczy z ławki i wyszłam z sali. Nawet się nie obejrzałam, a Louisa już nie było w klasie. Podeszłam do niego na korytarzu. Chciałam z nim porozmawiać, ale gdy tylko chciałam otworzyć usta Louis gdzieś poszedł.
Nagle...dzwonek. Koniec przerwy. Spojrzałam na plan lekcji. Teraz biologia. Niechętnie udałam się do klasy. W klasie uznałam, że usiądę w ostatniej ławce pod ścianą. Nagle spojrzałam w górę. Nade mną stał Louis.
- To moje miejsce...- Powiedział wściekle Louis, a jego oczy zaczerwieniły się.
- Ym...a co to za różnica.?- Spytałam speszona.
- No dla mnie duża.! Albo się przesiadasz albo siadasz obok mnie ale od wyjścia z ławki, a nie od ściany.!- Warknął Louis
- Ok...już...przepraszam.
Louis szybko usiadł na miejsce obok mnie.
W połowie lekcji, nauczyciel powiedział, że mamy robić projekt w parach. Oczywiście wybrał dla mnie Louisa. Nie spodobało się to zarówno mi jak i jemu.
*
Gdy w końcu wszystkie lekcje się skończyły miałam zamiar udać się do domu i zapomnieć o szkole. Jednakże gdy miałam zamiar wyjść z budynku zaczepił mnie Louis.
- Ej...co do tego projektu z biologi, to może jutro około 16 do ciebie wpadnę.? W końcu jutro sobota, a ja nie mam co robić. To jak będzie.?- Powiedział Louis, a jego oczy zabłyszczały mocniej, niż na lekcjach, gdy na niego zerkałam.
- Yyy...no...ok...czemu nie.? Tylko daj kartkę, zapiszę ci mój adres- Powiedziałam rumieniąc się.
- No to jutro o 16 u ciebie- Powiedział Louis uśmiechając się.
Zawsze gdy widziałam, że się uśmiecha patrzyłam się na jego kły. Ciekawe czy tylko ja zwróciłam na nie uwagę. Louis wyszedł ze szkoły równo ze mną. Szliśmy krok w krok. W pewnym momencie obróciłam się by na niego spojrzeć. Ale...nie było go tam. Przecież jeszcze przed chwilą go widziałam, a teraz go nie ma.? To jest dziwne. Ale do domu trzeba iść.
Chciałam iść do domu, jednak uznałam, że pójdę jeszcze do parku, który był niedaleko szkoły. Z plecaka wyjęłam książkę. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam ją czytać.
Gdy skończyłam czytać była 18. Eh...nie lubię piątków. Lekcje od 10 do 17. Udałam się w kierunku domu. Zaczęło się ściemniać. Idąc do domu mijałam jakiś ciemny zaułek pomiędzy 2 domami. Tam ktoś był. Stanęłam w wejściu do zaułka. Zauważyłam tam 2 osoby. Jedna z nich to był chłopak. Trzymał czyjeś ciało. To było ciało kobiety. Nagle w zaułku zaczęło migać światło. Chłopak można powiedzieć, że był przyssany do szyi kobiety. Nagle puścił ją, a ona opadła bezwładnie na ziemię. Światło przestało migać. Chłopak spojrzał się na mnie. Jego oczy było widać w ciemności jak u kota. Zaczęłam biec. Nagle ktoś przycisnął mnie do ściany budynku. Był to Louis.
- Co ty tu robisz.?!- Ryknął.
- Szłam do domu...- Odpowiedziałam przerażona.
- Nic nie widziałaś, jasne.?!
- Yyy...ja już muszę iść...
- Patrz na mnie jak do ciebie mówię i jak ty mówisz do mnie.!
- Nie.! Zostaw mnie psychopato.!
Wyrwałam się od Louisa i zaczęłam biec sprintem do domu. Gdy już wbiegłam do domu skierowałam się do mojej sypialni. Rzuciłam plecak w kąt, rozpuściłam włosy i zdjęłam okulary. Poszłam do kuchni. Na lodówce była kartka od mamy : ,, Meg. Ja wyjechałam na 2 miesiące, mam nadzieję, że sobie sama poradzisz. Zostawiłam Ci dość dużo kasy więc masz na jedzenie. Do zobaczenia za 2 miesiące, kocham, mama.'' No tak. Znowu wyjechała. A jutro przychodzi do mnie ten psychopata, Louis. Boję się go.
Poszłam do swojej sypialni i zaczęłam szukać mojej piżamy. W końcu znalazłam. Poszłam do łazienki i umyłam się po czym założyłam białą koszulkę z czarnym napisem ,, I HATE YOU'', który z resztą, sama napisałam. Koszulka sięga do kolan, a moje krótkie spodenki kończyły się prawie przy tyłku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz