poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział czternasty

Obudziłam się na ziemi, obok kanapy, na której leżał Charles. Wyglądał pięknie gdy spał. Te brązowe włosy i te cudowne oczy.  Chłopak krzyknął. Myślałam, że coś się stało, że się obudził, a on spał dalej. Pomyślałam, że go obudzę, ale nie chciałam żeby był na mnie zły. Podniosłam się z podłogi. Coś strzyknęło mi w kręgosłupie. Plecy bolały mnie jak nigdy dotąd. Rozejrzałam się po pokoju i po połowie kuchni. Louisa nie było. Zaczęła szeptać jego imię. Nie odpowiadał. Weszłam do góry i otworzyłam drzwi od mojego pokoju. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej czarne legginsy i kremową bluzkę. Z mojego pokoju skierowałam swe kroki do łazienki. Napuściłam wody do wanny, zdjęłam ubrania z poprzedniego dnia i znużyłam się w ciepłej wodzie. 
Po pewnym czasie usłyszałam hałas na dole. Szybko wyszłam z wanny, wytarłam się ręcznikiem, założyłam czyste ubrania i zbiegłam na dół. W salonie Charles w postaci wilkołaka biegał jak idiota i gonił swój ogon.
- Serio, Charles.? Aż tak ci się nudzi, że musisz zmienić postać i gonić swój ogon.? - spytałam śmiejąc się.
Likantrop przestał biegać jak oszalały i stanął przede mną. Był ode mnie co najmniej trzydzieści centymetrów wyższy. Ponad dwumetrowa postać wpatrywała się we mnie z wywieszonym różowym językiem, z którego ślina kapała prosto na mnie.
- Dzięki. Też cię kocham - powiedziałam ocierając twarz z śliny mojego kochanego futrzaka i dźgnęłam go palcem w brzuch.
Chłopak chyba nic nie poczuł, bo nie zareagował na moją zaczepkę. Po pewnym czasie wpatrywania się we mnie spojrzał na swoje ubrania na kanapie, a później na mnie. Futrzak nachylił się i szturchnął mnie pyskiem na znak, że mam iść, bo chce zmienić postać i się ubrać. Wzruszyłam ramionami i dalej wpatrywałam się w tors likantropa. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Wilkołak wyprostował się bardziej przez co był jeszcze wyższy. Podszedł do drzwi i i przyłożył do nich ucho, chyba po to aby słyszeć jeszcze lepiej osobę, która znajdowała się za drzwiami. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. On zaś pokazał, że mam otworzyć drzwi. Uczyniłam to chociaż nie wiedziałam o co chodzi. 
Za drzwiami stał Louis, z parasolem, w czapce, rękawiczkach i okularach przeciw słonecznych. W rękach trzymał z trzy książki, a raczej księgi.
- Mam coś dla ciebie - powiedział uśmiechając się i ukazując swoje śnieżno białe zęby.
- Że ja mam to wszystko przeczytać.?  Czy ty widzisz jakiej to jest grubości.?! - spytałam czując, że opada mi szczęka. - do końca życia tego nie przeczytam.!
- Spokojnie. To tylko zaklęcia, które powinnaś umieć. - uśmiechnął się znowu chłopak wchodząc do domu.
- Mam się tego nauczyć na pamięć.? Tego w s z y s t k i e g o.?! - spytałam ponownie, zamykając drzwi i klepiąc w plecy Charlesa.
- Tak. Dokładnie tak. Nie musisz wszystkiego na raz tylko na przykład... ucz się po dziesięć albo po kilkadziesiąt dziennie - Louis rzucił księgi na stół i usiadł na kanapie.
- No chyba cię coś boli kochany. Nie mam zamiaru wkuwać z trzech milionów zaklęć.!
- Musisz. Jesteś czarownicą. Mam nadzieję, że nam pomożesz dorwać tego skurwiela, a ty Charles... idź się może odziej.?
- O kim mowa.?
- O tym likantorpie z wczoraj. To psychopata. Mój ojciec chciałby cię poznać, Megan i porozmawiać z tobą o twej mocy. Podobno jesteś jedną z najpotężniejszych czarownic i chciałby się o tobie dowiedzieć więcej, a moja ciotka chciałby uczyć cię zaklęć. Co ty na to.?
- Sama nie wiem... chciałabym wrócić do czasów, w których nie wierzyłam w takie... stworzenia...
Urwałam gdy ujrzałam schodzącego ze chodów Charlesa. Jego oczy odbijały się w świetle słonczym, które wpadało przez okno w kuchni. Chłopak szedł w naszą stronę uśmiechając się lekko, co przyprawiło mnie o dreszcze. Louis spojrzał na mnie, a później na Charlesa. Zrobił wściekłą minę, jakby zaraz miał rzucić się, na któreś z nas i wyssać z nas krew. Oczyma wyobraźni ujrzałam Louisa, który odrywając zęby od szyi Charlesa oblizuje swoje śnieżno białe kły, a następnie, wyciera grzbietem dłoni krew, która została na jego Brodzie. Wzdrygnęłam się i spojrzałam na Charlesa, który właśnie siadał obok Louis'a. Spojrzałam na nich. Louis miał minę jakby nie rozumiał o co mi chodzi.
- Louis... rozum, dla mnie to trudne. Miałam trudne dzieciństwo, i jeszcze teraz... wy, przychodzicie i oznajmiacie mi, że jestem czarownicą. Próbujecie sprawdzić moje moce, a ty jeszcze  chcesz zaciągnąć  mnie do swojego ojca, który Bóg wie co zrobi. Może się mną nawet pożywić.!
- A myślisz, że Charles albo ja mieliśmy łatwe dzieciństwo.? Charles był wilkołakiem i mieszkał z wujek, który został zamordowany na jego oczach, a ja.? A ja jestem wampirem.! Gdy inne dzieci bawiły się w słoneczne dni na dworze ja siedziałem z ojcem i gadałem na temat krwi.! Rozumiesz.? Gadałem o krwi. Jako kilku letnie dziecko moim tematem była krew. Patrzyłem jak mój ojciec zabijał niewinnych ludzi. - po tych słowach wstał z kanapy i kierował się do wyjścia - aha no i jeszcze musimy walczyć z wampirem, który próbuje wytępić wszystkie wilkołaki i wampiry aby zostać jedyny w swoim rodzaju. Zanim spytasz po co wilkołaki pozwól, że odpowiem. Ponieważ uważa je za niższą rasę. - Louis wziął czapkę, okulary i parasol po czym wyszedł z mojego domu.
Chwyciłam się za głowę, a następnie schowałam twarz w dłoniach. Poczułam jak ktoś mnie przytula. Podniosłam wzrok na Charlesa i odwzajemniłam uścisk. Chłopak pocałował mnie w czoło i wbił wzrok w ziemię.
- Co do tego wampira, z którym walczy rodzina Louis'a i ja... to... - Zaczął Charles
- To...? - Spytałam patrząc na niego.
- To brat Louisa...
Zaniemówiłam. Wbiłam wzrok w Charlesa i otworzyłam usta. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. To za dużo jak na mnie.
_____________________
Po długiej przerwie, jest :) ;D . Mam nadzieję iż się podoba :) ~HAIAxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz