Opadłam na podłogę. Nie wierzyłam. Jak brat może chcieć zniszczyć brata.? Zamknęłam oczy. Nagle poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Podniosłam powieki. Charles stał nade mną i wpatrywał się we mnie. Na jego twarzy widać było troskę, ból i strach. Uśmiechnęłam się do niego. Chłopak pomógł mi wstać i przytulił mnie. Jego serce biło strasznie głośno i szybko. Podniosłam wzrok po raz kolejny na jego twarz. Charles zarumienił się i puścił mnie z objęć. Podeszłam do stolika i wzięłam jedną z ksiąg przyniesionych przez Louisa. Otworzyłam ją mniej więcej na środku i spojrzałam na jedno z zaklęć. Nie umiałam przeczytać tych słów, a co dopiero wypowiedzieć. Nagle poczułam na moim brzuchu lekki ucisk, a na plecach coś w rodzaju ciepła. Podniosłam głowę.
- Hej Charles. Wygodnie ci.? - spytałam z śmiechem w głosie.
- Tak. Dziękuję, że pytasz. - odpowiedział chłopak uśmiechając się szeroko. - Meg, a może ci pomogę się tego mniej więcej uczyć.? Jak już w miarę opanujesz moce nie będziesz musiała mówić, zaklęć na głos.
- Tak. Dobry pomysł... a ty umiesz, któreś z zaklęć.?
- Tak. Do porozumiewania się telepatycznie. Jedyne, którego się nauczyłem i, którego używam.
- Jak ono brzmi.?
- Nie ma tak dobrze. Najpierw zaklęcia obronne, moja droga. - zaśmiał się chłopak odgarniając z czoła grzywkę. - wampiry i wilkołaki zabijesz tylko spalając je, topiąc albo odcinając głowę... tak więc musisz nauczyć się zaklęcia, które sprawi, że kogoś będziesz mogła spalić, ogłuszyć albo coś w tym stylu. Zaczynamy.?
- Ta... wątpię aby wyszła ci ta nauka, Charles.
- Lubię ryzyko - zaśmiał się i poszedł usiąść na kanapę.
*
Po około czterech godzinach nauki nauczyłam się dwóch zaklęć. Jednego ogłuszającego, a drugiego odpychającego. Tym drugim zaklęciem zdemolowałam pół salonu, bo Charles biegał dookoła mnie, ponieważ: ' Kiedy będziesz kiedyś walczyła z osobnikami cienia, nie będą stać w miejscu'. Chociaż mogliby poczekać, aż się uszykuję i przygotuję do rzucenia zaklęcia. Trochę kultury mogłyby mieć te 'istoty'.
- Teraz przejdziemy do kolejnej części nauki - oznajmił mi poturbowany Charles, podnosząc się z ziemi i siadając na stole.
- Kolejnej części.?! Człowieku, daj mi odetchnąć.! - powiedziałam odgarniając włosy z twarzy.
- Spokojnie... wiesz co to nekrotof.? - spytał nagle.
- Ym... nie.? Skąd ja to mogę wiedzieć.? Do tej pory nawet nie wierzyłam w wampiry i wilkołaki, a ty się mnie pytasz czy wiem o jakimś czymś.!
- Uspokój się. Wyjaśnię Ci. Nekrotof wchodzi do twojego ciała przez usta i osadza się w twoich jelitach. Mackami przyczepia się do twego kręgosłupa i mózgu, przez co zaczyna cię kontrolować. Gdy zamierza przejść do innego żywiciela, jego poprzednia ofiara umiera albo jest w obłędzie.
- Ok... zaczynam się bać.
- I powinnaś. Te stworzenia są niebezpieczne.
- Domyślam się.
Na zewnątrz usłyszałam hałas. Podeszłam do okna by zobaczyć co to było. Nie zauważyłam nic przez tą cholerną mgłę. Zapaliła się lampa, która wyczuwała ruch, lecz ja nic nie zauważyłam. Mgła nie była aż tak gęsta, żeby nie zobaczyć czegoś co było na przeciwko ciebie. Obróciłam się i spojrzałam na Charlesa pytającym wzrokiem. Chłopak wzruszył tylko ramionami. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Poszłam więc do przed pokoju aby otworzyć. Nagle znalazłam się na ziemi, a przede mną stał Charles.
-Cicho. Udawajmy, że nas nie ma - usłyszałam w głowie, głos Charlesa, który nie ruszał ustami. Zrobiłam pytający wyraz twarzy - zaklęcie - Usłyszałam znowu.
Skinęłam głową, co miało znaczyć, że się zgadzam. Charles zgasił światło. W pomieszczeniu zapadła całkowita cisza. Byłam przerażona. Zdawało mi się, że Charles też się boi. Za oknem ponownie zobaczyłam światło, które działało, na ruch. W oknie zobaczyłam bladą postać, która jedno z dwóch oczu wyglądało na sztuczne. Wzdrygnęłam się widząc uśmiech na bladej twarzy. Przytuliłam się do siedzącego obok mnie Charlesa.
- Nie bój się. Nie widzi nas...przynajmniej tak mi się wydaje. Tylko pamiętaj. Nie odzywaj się na razie. - usłyszałam. Znowu się wzdrygnęłam, na myśl, że chłopak nie rusza ustami.
Skinęłam głową i odgarnęłam z twarzy włosy.
*
Otworzyłam oczy i gwałtownie zamrugałam. Opierałam się o ramię Charlesa, a on wpatrywał się we mnie. Przetarłam oczy i uśmiechnęłam się. Podniosłam głowę z ramienia chłopaka i przeciągnęłam się. Wstałam ze schodów. Bolały mnie plecy. Spojrzałam pytającym wzrokiem na Charlesa.
- To był brat Louisa. Widocznie mnie wczuł... albo myślał, że go tu znajdzie. - powiedział, nie pytając o co chodzi.
Skinęłam głową i spojrzałam na okno, przy którym widziałam wieczorem twarz wampira. Zadrżałam.
- Chyba nie złapał Louisa, prawda.? - spytałam ze łzami w oczach.
- Nie mam pojęcia. Miejmy nadzieję iż tego nie zrobił. To w końcu twój chłopak, a mój przyjaciel.
- Louis nie jest moim chłopakiem... chyba. W każdym razie jest dla mnie bardziej jak przyjaciel...idziemy, na spacer.?
- Kobieto, jest piąta nad ranem, a ty chcesz iść na spacer.?
- Tak - wzruszyłam ramionami. - jak nie chcesz to pójdę sama.
- Nie, no, dobra. Pójdę z tobą.
- Jaka łaska.
- Nie chcę aby ci się coś stało.
*
Szliśmy przez las i rozmawialiśmy o bracie Louisa, i o Louisie. Miałam wrażenie, że ktoś nas obserwuje, więc co jakiś czas obracałam się i patrzyłam w pustą przestrzeń. Nagle usłyszałam jakby ktoś złamał gałąź. Szybko się obróciłam. Jednak moje przeczucie mnie nie zawiodło. Kilka metrów od nas stał wampir. Tak. To był brat Louisa. Charles obrócił się po chwili i stanął przede mną.
- Jaki z ciebie romantyk, Charles. Poświęcasz się dla swojej ukochanej. To szalenie urocze. Chociaż... brzydka nie jest. - zaśmiał się wampir.
- Odczep się od nas.! Czy ty nie rozumiesz, że nigdy nie wytępisz wszystkich wilkołaków i wampirów na świecie.?! A od niej się odczep, jeśli chcesz mieć chociaż jedno prawdziwe oko.! - krzyknął Charles. W mgnieniu oko zmienił postać.
- Ależ spokojnie. Chłopcze mam prawie czterysta lat i nie zamierzam się bić z wilkołakiem. Nie przesadzajmy. Powiedz mi tylko gdzie jest mój brat, a dam wam spokój.
Charles warknął i wyszczerzył kły.
- Ja wiem gdzie on jest - powiedziałam wychodząc zza chłopaka.
- Co ty wyprawiasz.?! - usłyszałam w głowie.
Skinęłam głową w stronę wilkołaka i uśmiechnęłam się.
- Jest we Francji. Powodzenia w szukaniu. Francja jest duża - powiedziałam stanowczym tonem.
- Sprytne - usłyszałam.
- Dziękuję ci - powiedział wampir po czym śmignął i już go nie widziałam.
Z Charlesem udaliśmy się do domu. Na szczęście swego czasu nosiłam chłopięce ciuchy i Charles miał się w co przebrać. Przecież nie będzie siedział u mnie jako wilkołak, ani nie będzie paradował po moim domu bez ubrań. Byłoby to co najmniej dziwne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz