wtorek, 24 września 2013

Rozdział Trzeci

W moich oczach zabłysły ogniki strachu, był tak potężny , że nawet on to wyczuł. Zerwałam się z ławki i ruszyłam szybkim krokiem, prawie biegiem do domu. Ale on był szybszy, zwinniejszy. Bez żadnego zmęczenia dogonił mnie, co mnie przeraziło.
- Zostaw mnie w spokoju! - powiedziałam nie zwalniając. odganiałam jego rękę która za wszelką cenę chciała mnie złapać. - Louis - powiedziałam prawie płacząc.
On zatrzymał się i pozwolił mi odejść. Z parku nie miałam daleko do domu co mnie w jakimś stopniu pocieszało. Z oddali widziałam swój dom, radość powiększała się kiedy tylko stawiałam każdy kolejny krok.
Coś mnie złapało. Lodowate ręce zasłoniły mi usta bym nie mogła krzyczeć, ktoś silny ciągnął mnie do tyłu. Szarpałam się, krzyczałam, z czego wychodził tylko cichy pomruk słowa " Louis". Kopałam napastnika z całych sił, sprawiając sobie siniaki na ciele. Kopnęłam go raz, drugi , a on nic. Dalej prowadził mnie przez chodnik.
- Louis! - wrzasnęła z całych sił kiedy tylko nadarzyła się okazja. Mężczyzna mocniej ujął moje ramię i zasłonił mi usta i nos tak, że każdy oddech sprawiał mi ból. 
Znowu to, pomyślałam.
Znowu , chce mi się płakać. Znów jestem bez silna, stwarzam łatwy celem dla każdego paranormalnego, w pół żyjącego człowieka.Lub martwego. Ponownie wznowiłam szarpaninę. Tym razem mężczyzna był słabszy, jakby coś mu się stało. Kolejny lodowaty ścisk na przedramieniu, siła z jaka inna postać mnie odciągała od napastnika była niewiarygodna.Lecz mało przemyślana, moje nogi skrzyżowały się a ja straciłam równowagę, siła i brak koordynacyjni z mojej strony sprawił, że walnęłam całym całe w samochód. Przyznam , bolało jak nie wiem. Siła z jaka uderzyłam się w głowę lekko mnie ogłuszyła. Jedyne co dostrzegałam to smugi szybko poruszających się postaci w mroku ulicy.
- Czego ty chcesz Marco ? - zapytał ktoś.
- Jej - głos był bardzo efektywny. Odbył się w mojej głowie trzy razy głośniej i przerażająco.
Jęk. Trzask metalu. Słowa. Smugi. Jęk. Cisza. Wszystko było takie dziwne, pamiętam, że ktoś mnie uniósł. Nie krzyczałam, uważałam to za nie potrzebne. A może było ? Kroki, równo stawianie, jak snucie się po czymś jak śluz. Dziwne drżenia, pisk, szum głośników i to jaka denerwujący, a zaraz cisza... i to jaka przerażająca.
- Megan ? - cichy, łagodny głos. To było tak miłe, słyszeć taki głos. - Hej, obudź się - i znowu się pojawił. Chwilę potrwało zanim ogarnęłam cię się właściwe stało. Dobra a więc. Byłam z Louisem w parku, on zniknął, a potem pojawił się. Ale coś było z nim nie tak... O BOŻE on zabił kogoś. Zaraz, co było dalej, czemu ja nic nie pamiętam?! Co on mi zrobił,że nic nie pamiętam! 
Porwałam się do siadu, drżąca dłonią zaczęłam macać szyję. Nic, żadnych śladów kłów. Jednak coś było nie tak. Tylko ...! Kurde! 
Otworzyłam szeroko oczy, tak jak myślałam, Louis siedział na krześle przy moim biurku i patrzył na mnie z odległości. Czemu z takiej ? Przetarłam oczy i raz jeszcze na niego spojrzałam.
- A to dziwne - rzekłam słabo. 
- Co takiego ? - zapytał unosząc brew.
- Zwykle jak zamykam oczy ty znikasz. - dodałam.
- Jak chcesz...
- Nie - przerwałam mu. Czemu właściwie to zrobiłam ? - Zostań, przyda mi się ktoś do towarzystwa.

Jezu czemu to powiedziałam ?

- Megan, nie wydajesz się zbyt przekonana do tego. - dodał słabo.
- Kurde, Louis! - powiedziałam.- Jak mam być przekonana, ty zabijasz ludzi. Nie wiem co działo się wczoraj do puki nie nie złapał jakiś typ. Tylko widzę ciemność i smugi...- urwałam. Przełknęłam ślinę- Boje się ciebie. - dodałam. 
- Nie powinnaś widzieć mnie, nie powinnaś chcieć mnie poznawać Megan - powiedział. Nie patrzył na mnie.- To złe. Jeśli coś ci się stanie ja ... - także urwał.
To było dziwne. Naprawdę dziwne. Nagle, przestałam się go bać. Stał się dla mnie człowiekiem taki jaki jestem ja czy moi sąsiedzi. Nie przerażało mnie to więcej, że jest wampirem, ma kły i pije krew. Czy był to jego urok ? Czy może zrobił to co z nauczycielką.? Za dużo tego, jak na raz. Ale wiem tylko jedno, zaufałam mu wiedziałam , ze mnie obroni. - Hej - zagadnęłam - Mamy projekt do zrobienia - dodałam.
On uniósł głowę, na jego twarzy nie było niczego. Żadnej emocji, wyglądał jak posąg. patrząc się tylko w jedne punkt. Ale zaraz... coś zaczęło się zmieniać na jego twarzy, tak... to był uśmiech, obnażył swoje kły. Dreszcz przeszył moje ciało lecz nie dałam po tym poznać. 
- Powinnaś odpocząć - rzekł bez przekonania.
Wstał z krzesła i skierował się ku drzwiom by wyjść z mojego pokoju.
- Czekaj! - rzuciłam do niego. Zignorował to. - Kretyn - szepnęłam. 
Opadłam na poduszki i wtuliłam się w niej dopiero teraz odczuwając kujący ból w głowie. boże co jest ze mną nie tak ? Albo co Z NIM jest nie tak ? 
Postanowiłam odpocząć niż ciągle rozmyślać nad nim. Było to trochę krępujące i denerwujące. Jakby on chciał być w moje głowie ... , ale ja bym tego nie chciałam.
Usiadłam na kanapie i chwyciłam pilot, na stole nadal leżały kartki i plakat na projekt do szkoły. Nie chciałam zacząć dni od myślenia o ... nim! Przełączałam kanały , nie wiedząc nic ciekawego. Lecz przez ciągłe przełączenie programów przez moją głowę przeszedł krótkie i urywające się zdanie. "...Znaleziono koleje ciało, policja do...". Cofnełam szybko o jeden program i czekałam aż mój dekoder odczyta moje szybkie i spontaniczne przełączanie. " Kolejne ciało i kolejne zasadnicze pytanie, Co jest tego wynikiem ? Jest to już drugie ciało w tym tygodniu z takimi samymi obrażeniami. Z naszych informacji wynika, że jest to nietoperz wampirzy. Lecz czy one atakują ludzi ? Każdy zadaje sobie pytanie : Będzie więcej ciał ?" - chwila przerwy. Redaktor przewertował kartki i znów spojrzał w kamerę. - " Więcej informacji po
każe się w wieczornym wydaniu kanału. Do usłyszenia." 
Co do cholery?! pomyślałam. Domofon wydał z siebie dźwięk, więc lekko sparaliżowana zrobiła rutynowe czynności, otworzyłam komuś drzwi. Od kluczyłam zamek i podeszłam do kanapy, stanęłam za nią i wpatrywałam się w ekran telewizora gdzie mężczyzna powtarzał wiadomości opisując zdjęcia, dwóch kobiet. Drzwi uderzyły o ścianę, Louis zamknął je i podszedł do mnie, położył rękę na moje ramię ale ja zdjęłam dłoń z mojego barku i spuściłam.
- Megan, daj mi to wyjaśnić - powiedział. Jego głos brzmiał strasznie, był ochrypnięty i przerażony. - To nie ja zabiłem te kobiety. Znaczy tylko trochę napiłem się, ale tylko z jednej. Jak ją zostawiałem ona żyła. - patrzył na mnie w milczeniu.
Czemu on mi to tłumaczy ? Co on mi tłumaczy ? Co ... o cholera ! Spojrzałam na niego ostro przypominając sobie jego wypowiedź. Jeśli to nie on, bo nie on, Widziałam tę kobietę, parę godzin później żywa.
- Stój - powiedziałam przerywając mu, albo zabraniając mówić. Sama już nie wiem. Ale nadal byłam lekko przytłumiona całym tym uderzeniem. - Louis, uspokój się i powiedz co się dzieje. - co jest grane.

Czemu on stał i wpatrywał się we mnie ? Czemu jego oczy są czerwone ? Czemu jego kły wystają spod warg ? Boże co jest grane ? Przełknęłam głośno ślinę.

- Co jest ? - zapytałam. Mój głos drżał. Czemu ?
- Uciekaj - wysapał.
Ja w odpowiedzi zmarszczyłam brwi, co jest do jasne cholery grane ?
- Uciekaj ! - wrzasnął. 
Mój instynkt kazał mi biec. Ruszyłam biegiem po schodach do łazienki tylko czemu tam ? Zatrzasnęłam drzwi i przekręciła klucz w zamku, stanęłam pod drzwiami i oparłam się o nie. Sapałam, byłam zmęczona, ale czym ? Paroma metrami przebiegniętymi w górę ? Louis uderzył całym ciałem w drzwi, krzyknęłam.
- Nie, nie ,nie - powiedziałam do siebie. rozejrzałam się po łazience. Drewno. to go zatrzyma. Zrobiłam krok na przód, wolałam chyba nie robić tego.
Krew.?! Co ona kurde tu robi ? Chwyciłam papier i wytarłam ją. Ale ona nadal leciała, jak to się stało ?
Krzyknęłam. Coś zimnego i ostrego przeciachało po moich żyłach. Na moim nadgarstku pojawiła się głęboka i długa linia, krew szybko wydobywała się z niej. Zacięłam trochę wyżej dłoń i trochę spowolniłam krążenie w dłoni. Louis cały czas dobijał się do drzwi.
- Louis.! - krzyknęłam. - Bądź ty człowiekiem - dodałam cicho.- Pomóż - szepnęła. 

Szybko traciłam siły. Straciłam równowagę lecz walczyłam z ciężkimi powiekami. To było takie trudne! Opadłam na ziemię nadal gdzieś z głębi wydobywając dzięki podobne do mruczenia, miałam krzyczeć ! Louis! Louis! Ale ty było cholerna mruczenie

Rozdział drugi

Obudziłam się o 9:00. Wzięłam książkę i zaczęłam ją czytać. Później zeszłam na dół i na chwilę wyszłam z domu po jakąś gazetę, którą zawsze rano przynosił gazeciarz. Wzięłam ją z wycieraczki i poszłam z powrotem do pokoju.  Był w niej artykuł o dziwnym zaginięciu pewnej kobiety. Nad ranem znaleziono jej ciało. Morderstwa dokonano niedługo przed przyjazdem policji. Było napisane, że gdy ją znaleziono, była sina, a po jej szyi spływała krew...świeża krew, a raczej jej resztki. W szyi były ślady zębów. 
Co za psychopata mógł to zrobić.? A...no tak...Louis. Usiadłam na łóżku i chciałam znowu iść spać, co udało mi się.
Gdy się obudziłam było za 10 16. O 16 coś miało być ale...jakoś nie pamiętam co. Wstałam z łóżka i poszłam umyć zęby. Uczesałam włosy i nagle zadzwonił domofon. Wyszłam przed dom. Za furtką stał Louis. No tak przecież się umówiliśmy na 16, a niech to szlak. Ja się go boję, jest przerażający i psychiczny. Obróciłam się i chciałam wejść do domu.
- Ej.! Otwórz.!- Krzyknął Louis.
- Hahaha. No chyba nie.! Ja chcę jeszcze żyć.!- Odkrzyknęłam.
- No wiesz...mogłaś nie wkładać nosa w nie swoje sprawy...a kat w ogóle...jaką masz grupę krwi.?
- Ty serio jesteś nienormalny.
- Ale projekt, musimy razem zrobić, czy tego chcesz czy nie.
Uznałam, że ma racje więc go wpuściłam. 
- Fajny strój...- Powiedział Louis 
- Zamknij się.! To moja piżama...
- Aha...zajebista- Powiedział Louis uśmiechając  się bardzo szeroko.
Zaprowadziłam Louisa do salonu. Sama poszłam do pokoju się przebrać w coś normalnego. Założyłam czarną bluzkę, krótkie czarne spodnie i białe trampki. Udałam się do salonu i usiadłam na fotelu naprzeciwko Louisa. Po chwili wstałam i poszłam po nożyczki. Przy okazji się nimi przecięłam. Podeszłam do stołu, rozłożyłam potrzebne materiały i zerknęłam na Louisa. Patrzył się na moją ranę. Patrzył się na nią, jak sęp na padlinę. W pewnym momencie oblizał zęby lecz po chwili odwrócił głowę.
- Weź tą ranę.!- Krzyknął Lou
- Nie.
- Idź po plaster.!
- Nie.!
- Kurde.! Idź po ten plaster albo coś ci zrobię.!
- No ok...spokojnie...
Poszłam po ten głupi plaster bo jeszcze by się popłakał. Następnie poszłam robić ten projekt z Louisem. Że też nauczyciel musiał mi przydzielić akurat jego. Co prawda nikogo innego nie znam ale jakoś bym sobie poradziła.
*
Zrobiliśmy już połowę projektu. Nawet się trochę do siebie przekonaliśmy ale i tak Louis wydaje się dziwny. A po tym co widziałam ostatniego dnia wolę się z nim tak bardzo nie przyjaźnić, bo ja mu zaufam, a on mnie zabije, a ja chcę jeszcze żyć. 
Odłożyliśmy projekt i uznaliśmy, że pójdziemy na spacer. Nie lubiłam chodzić po dworze jak było ciemno, wydawało mi się w tedy, że ktoś mnie cały czas obserwuje.
Wyszliśmy z domu, zamknęłam drzwi i poszliśmy przed siebie. Tym razem też miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje albo śledzi.
- Ej...co się tak oglądasz za siebie cały czas.?- Spytał Louis śmiejąc się.
- Mam wrażenie...a z resztą nie ważne...- Odpowiedziałam siadając na ławce.
Louis usiadł obok mnie. Położył swoją dłoń na mojej nodze. Przeszedł mnie dreszcz, miał strasznie zimne ręce. Dotknęłam jego twarzy, była równie zimna. Przecież on jest zimny jak trup. Obok nas przechodziło pełno ludzi, w pewnym momencie Louis wstał z ławki i poszedł za kimś prosząc mnie abym zaczekała.
Po 10 minutach wrócił. Uśmiechnął się do mnie, a po jego kłach spływała czerwona maź.
___________________
Sorka, że takie krótkie ale niezbyt miałam pomysł ;/

poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział pierwszy

Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. Budzik nie zadzwonił i zaspałam do nowej szkoły, a to pierwszy dzień, co sobie pomyślą o mnie nauczyciele.? Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się. Wstałam i wyszłam z pokoju. Mojej mamy nie było, z resztą jak zawsze. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic i umyć zęby. Założyłam białą bluzkę, czarne janesy i  białe trampki. Włosy spięłam w kucyk. Zaczęłam szukać moich okularów. Gdy w końcu je znalazłam powędrowałam do kuchni. Wzięłam ze stołu jogurt pitny, wyszłam z kuchni, wzięłam torbę z podłogi i klucze z szafki. Wybiegłam z domu po czym zamknęłam drzwi.
Biegłam sprintem do szkoły. W końcu do niej dobiegłam. Poszłam do gabinetu dyrektora gdzie dostałam plan. Pierwsza była geografia. Wbiegłam do klasy od geografii, której szukałam z 5 albo 10 minut.
- Dzień dobry.!- Powiedziałam zdyszana wpadając do sali.
- Dzień dobry. Ty pewnie jesteś Megan.- Powiedział nauczyciel.
- Ym...no...tak i przepraszam za spóźnienie- Odpowiedziałam skrępowana całą sytuacją.
- Dobrze. To usiądź może...-Zastanawiał się nauczyciel- O.! Obok Louisa.
- Dobrze...
Udałam się na miejsce obok chłopaka o imieniu Louis. Usiadłam obok niego. Louis odsunął się ode mnie. Gdyby umiał wchłonąłby się w ścianę. Spojrzałam na zeszyt Louisa. Nie było tam nic zapisanego po za tematem.  Nagle zaczął coś rysować. To była chyba karykatura naszego nauczyciela.
- Ładnie rysujesz...- Powiedziałam szeptem.
- Yhym...dzięki- Powiedział trochę głośniej niż ja, po czym uśmiechnął się lekko.
Odwzajemniłam uśmiech. Louis uśmiechnął się szerzej. Zauważyłam jego nienaturalnie długie kły. Spojrzałam na jego twarz. Była strasznie blada. A jego oczy dziwnie się świeciły.
Nagle zadzwonił dzwonek. Wzięłam wszystkie moje rzeczy z ławki i wyszłam z sali. Nawet się nie obejrzałam, a Louisa już nie było w klasie. Podeszłam do niego na korytarzu. Chciałam z nim porozmawiać, ale gdy tylko chciałam otworzyć usta Louis gdzieś poszedł. 
Nagle...dzwonek. Koniec przerwy. Spojrzałam na plan lekcji. Teraz biologia. Niechętnie udałam się do klasy. W klasie uznałam, że usiądę w ostatniej ławce pod ścianą. Nagle spojrzałam w górę. Nade mną stał Louis.
- To moje miejsce...- Powiedział wściekle Louis, a jego oczy zaczerwieniły się.
- Ym...a co to za różnica.?- Spytałam speszona.
- No dla mnie duża.! Albo się przesiadasz albo siadasz obok mnie ale od wyjścia z ławki, a nie od ściany.!- Warknął Louis
- Ok...już...przepraszam.
Louis szybko usiadł na miejsce obok mnie. 
W połowie lekcji, nauczyciel powiedział, że mamy robić projekt w parach. Oczywiście wybrał dla mnie Louisa. Nie spodobało się to zarówno mi jak i jemu. 
*
Gdy w końcu wszystkie lekcje się skończyły miałam zamiar udać się do domu i zapomnieć o szkole. Jednakże gdy miałam zamiar wyjść z budynku zaczepił mnie Louis. 
- Ej...co do tego projektu z biologi, to może jutro około 16 do ciebie wpadnę.? W końcu jutro sobota, a ja nie mam co robić. To jak będzie.?- Powiedział Louis, a jego oczy zabłyszczały mocniej, niż na lekcjach, gdy na niego zerkałam.
- Yyy...no...ok...czemu nie.? Tylko daj kartkę, zapiszę ci mój adres- Powiedziałam rumieniąc się.
- No to jutro o 16 u ciebie- Powiedział Louis uśmiechając się. 
Zawsze gdy widziałam, że się uśmiecha patrzyłam się na jego kły. Ciekawe czy tylko ja zwróciłam na nie uwagę. Louis wyszedł ze szkoły równo ze mną. Szliśmy krok w krok. W pewnym momencie obróciłam się by na niego spojrzeć. Ale...nie było go tam. Przecież jeszcze przed chwilą go widziałam, a teraz go nie ma.? To jest dziwne. Ale do domu trzeba iść. 
Chciałam iść do domu, jednak uznałam, że pójdę jeszcze do parku, który był  niedaleko szkoły. Z plecaka wyjęłam książkę. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam ją czytać. 
Gdy skończyłam czytać była 18. Eh...nie lubię piątków. Lekcje od 10 do 17.  Udałam się w kierunku domu. Zaczęło się ściemniać.  Idąc do domu mijałam jakiś ciemny zaułek pomiędzy 2 domami. Tam ktoś był. Stanęłam w wejściu do zaułka. Zauważyłam tam 2 osoby. Jedna z nich to był chłopak. Trzymał czyjeś ciało. To było ciało kobiety. Nagle w zaułku zaczęło migać światło. Chłopak można powiedzieć, że był przyssany do szyi kobiety. Nagle puścił ją, a ona opadła bezwładnie na ziemię. Światło przestało migać. Chłopak spojrzał się na mnie. Jego oczy było widać w ciemności jak u kota. Zaczęłam biec. Nagle ktoś przycisnął mnie do ściany budynku. Był to Louis. 
- Co ty tu robisz.?!- Ryknął.
- Szłam do domu...- Odpowiedziałam przerażona.
- Nic nie widziałaś, jasne.?!
- Yyy...ja już muszę iść...
- Patrz na mnie jak do ciebie mówię i jak ty mówisz do mnie.!
- Nie.! Zostaw mnie psychopato.!
Wyrwałam się od Louisa i zaczęłam biec sprintem do domu.  Gdy już wbiegłam do domu  skierowałam się do mojej sypialni. Rzuciłam plecak w kąt, rozpuściłam włosy i zdjęłam okulary. Poszłam do kuchni. Na lodówce była kartka od mamy : ,, Meg. Ja wyjechałam na 2 miesiące, mam nadzieję, że sobie sama poradzisz. Zostawiłam Ci dość dużo kasy więc  masz na jedzenie. Do zobaczenia za 2 miesiące, kocham, mama.'' No tak. Znowu wyjechała. A jutro przychodzi do mnie ten psychopata, Louis. Boję się go. 
Poszłam do swojej sypialni i zaczęłam szukać mojej piżamy. W końcu znalazłam. Poszłam do łazienki i umyłam się po czym założyłam białą koszulkę z czarnym napisem ,, I HATE YOU'', który z resztą, sama napisałam. Koszulka sięga do kolan, a moje krótkie spodenki kończyły się prawie przy tyłku.
Gdy wyszłam z łazienki poszłam do pokoju i spojrzałam przez okno. Za oknem, pod moim domem stał Louis, a jego oczy błyszczały jeszcze bardziej niż w ciemnym zaułku. Uznałam, że zignoruję go i pójdę spać. Tak też zrobiłam.