- Co a nie mówiłem.? O co wam do cholery chodzi.?!- Zapytała przerażona sytuacją, która zaistniała.
- No bo miałem rację, że jesteś czarownicą- Powiedział zadowolony Charles, stając za mną.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom i uszom. Ja mam być czarownicą.?! Ja.?! Nie...przecież nigdy nie miałam żadnych tego objawów ani nic w tym rodzaju. Nigdy w życiu nie wierzyłam w takie rzeczy jak wampiry, wilkołaki, inkuby, maugi, nekrotofy, czarownice i tp. Wpatrywałam się w gazetę... a raczej w to co z niej zostało. Nagle poczułam, że unoszę się nad ziemią. Moje oczy cały czas były wpatrzone w osmolone miejsce. Nagle przed moimi oczyma widziałam tylko zatrzaśnięte drzwi. Pokręciłam głową i po chwili stałam już na ziemi, a przede mną stał Charles i patrzył mi prosto w oczy. Za nim stał Louis i robił jakieś głupie miny. Nagle Charles cofnął łokieć i trafił Louisa w brzuch. Louis zgiął się w pół i jęknął cicho. Spojrzałam na niego stając na palcach i patrzyłam na niego z nad ramienia Charlesa. Uśmiechnęłam się lekko po czym znowu poczułam, że jestem uniesiona. Charles przerzucił mnie przez ramię, przez co patrzyłam na Louisa z góry. Louis podniósł wzrok z podłogi na mnie do góry. Podniósł się i odebrał mnie od Charlesa. Mina Charlesa nie była zbyt wesoła. Spojrzał na mnie po czym spuścił wzrok na ziemie i zaczerwienił się lekko.
Usiedliśmy w trójkę na kanapie i zaczęliśmy oglądać film. Po obejrzeniu filmu zaczęliśmy zastanawiać się czy nie pójść na spacer. Louis podniósł się z kanapy i spojrzał przez okno. Skrzywił się i powiedział, że on nie pójdzie ponieważ promienie zachodzącego słońca mu szkodzą. Charles wstał także z kanapy i zdjął z wieszaka moją katanę. Skinięciem głowy zachęcił mnie do podejścia i ubrania katany. Wstałam również z kanapy i z pomocą Charlesa ubrałam katanę. Przebrałam także buty z czerwonych trampek na czarne. Gdy Charles otworzył drzwi odwróciłam głowę i spojrzałam na Louisa. Ten podszedł do mnie i pocałował mnie na pożegnanie.
- Nie wracajcie za późno bo dzisiaj pełnia. - Mówiąc to spojrzał groźnie na Charlesa.
Charles wzruszył ramionami i machnięciem ręki zachęcił mnie do wyjścia. Przekroczyłam próg i spojrzałam jeszcze raz na Louisa. Za mną wyszedł Charles zamykając drzwi i uśmiechając się do mnie uroczo. Chwycił mnie za nadgarstek i udaliśmy się w kierunku łąki. Spojrzałam na Charlesa, a w oczy rzucił mi się naszyjnik na jego szyi.
- Co to.? - Spytałam spoglądając na naszyjnik
- Medalion. Dostałem go od wuja.- Odpowiedział, a po jego policzku spłynęła łza.
- Czemu płaczesz.? - Spytałam zaniepokojona.
- Nie ważne. Teraz powinniśmy się wszyscy skupić na twoich mocach. - Odpowiedział ocierając kolejną łzę staczającą się po policzku.
- Nie. Charles. Proszę, powiedz mi proszę czemu płaczesz.
- Bo mój wuj zginął. A po za nim nie mam nikogo. A przynajmniej nie znam innych moich krwnych.
Charles zatrzymał się. Zdjął bluzę i położył ją na ziemi. Skinął głową dając mi sygnał abym usiadła. Posłuchałam go i usiadłam. Po chwili Charles usiadł obok mnie. Zdjął medalion i zaczął go oglądać.
- Nie lubię tego wisiorka. Irytuje mnie i przypomina mi wuja. - Powiedział po chwili, a na jego medalion spadła łza.
- A... jak zginął twój wuj.?- Spytałam patrząc na czerwony medalion.
- Zabił go jego przyjaciel. Niby przypadkowo ale jak dla mnie to nie mógł być przypadek. W końcu jak może być przypadkiem wbić komuś pazury w brzuch i zęby w szyję.? To tak jakbym ja niby przez przypadek skręcił kark Louisowi. - Charles przełkną ślinę, a do jego oczu napłynęły kolejne łzy. Po chwili kontynuował. - Widziałem to. Byłem w tedy z wujem w lesie. Miałem sześć lat. Byłem po mojej pierwszej przemianie w likantropa. Pierwsze przemiany odbywają się w wieku dojrzewania, ale ja miałem przemianę wcześniej. Wuj zabrał mnie wtedy do lasu. On był w postaci wilkołaka tak samo jak i ja. Szliśmy ścieżką, aż nagle wyleciał z za krzaków on. To był najlepszy przyjaciel mego wuja. A on...zabił go. Najpierw wbił swe szpony w jego brzuch. Wuj resztkami sił zmienił się w człowieka i powiedział abym uciekał. Mówiąc to z ust wydobywała mu się krew. Nagle jego przyjaciel zatopił zęby w jego tętnicę. Likantrop wyjął z mego wuja szpony i zęby po czym zwiał w las. Mój wujek leżał nagi na ściółce leśnej w wielkiej kałuży krwi. Skomlałem, wyłem, ale nikt nie zareagował. Nikt nie przyszedł. Leżałem zwinięty w kłębek obok wuja prawie cały dzień. Moja sierść była pozlepiana krwią. Nagle przypomniałem sobie czego wuj mnie uczył.- Charles przerwał opowieść by otrzeć łzy i przełknąć ślinę. Po chwili znowu kontynuował. - Podniosłem się i myślałem, że udźwignę wuja, lecz się myliłem. Zacząłem iść naszymi śladami. W końcu doszedłem do domu gdzie czekała na mnie ciotka, która była czarownicą tak jak ty. Zganiła mnie strasznie. Lecz zdziwiła się czemu nie ma ze mną jej męża. Gdy przemieniłem się z powrotem z likantropa w człowieka opowiedziałem jej o wszystkim co widziałem. Ona zaś poszła do sypialni jej i wuja i założyła mi na szynę medalion. Wiedziałem jak medalion był ważny dla wuja. Zawsze miał go przy sobie. Tylko w tedy zostawił go w domu jakby przeczuł, że zginie. Potem ciotka poszła sama do lasu po ciało męża. Mnie zostawiła z sąsiadką. I tak właśnie kończy się historia mego wuja. - Charles rozpłakał się.
Przytuliłam go i też zaczęłam płakać. Jak można zrobić coś tak okropnego.? I to swemu przyjacielowi. Nie umiem sobie tego nawet wyobrazić. Nagle zobaczyłam, że ktoś idzie w naszym kierunku. Był to chłopak o blond włosach. Miał mniej więcej czternaście lat. Stał na przeciwko nas i nachylił się do Charlesa.
- Dzisiaj pełnia- Powiedział chłopak.
- Tak. Wiem. Idźcie się pozamykać, albo jak wolicie. Tylko starajcie się nie atakować ludzi jeśli się nie zamykacie. Pamiętaj o tym Luck.- Odpowiedział Charles uśmiechając się do chłopaka, a ten pobiegł do lasu.
Podniosłam się z bluzy i czekałam aż Charles powtórzy mą czynność. Gdy to uczynił założył bluzę na me ramiona. Postanowiliśmy wrócić do domu. Nagle zobaczyłam, że Charles nie ma już amuletu.
- Co zrobiłeś z amuletem.? - Spytałam.
- Nie chcę go nosić podczas przemiany. Boję się, że go zgubię albo coś. - Odpowiedział Charles uśmiechając się lekko.
Gdy szliśmy Charles nagle upadł na kolana. Przestraszyłam się i kucnęłam przy nim. Z jego oczy zaczęły płynąć łzy. Oczy powiększyły się, a źrenice się rozszerzyły. Dłonie zaczęły się zmieniać w wilcze łapy, a zamiast paznokci zaczęły wyrastać szpony. Charles krzyknął. Uszy wydłużyły się, a klatka piersiowa zaczęła się rozszerzać. Spojrzałam na nogi. Były już całe porośnięte sierścią i były wydłużone. Spojrzałam na twarz, lecz zamiast ujrzeć ślicznej twarzy chłopaka zobaczyłam porośnięty sierścią wilczy pysk. Nagle koszulka pękła, a jej strzępy leżały obok cierpiącego chłopaka. Po chwili to samo stało się ze spodniami. Gdy chłopak już zakończył przemianę zawył. Po chwili na jego wycie odpowiedziały inne wilkołaki. Podniosłam się i zaczęłam biec. Nagle ujrzałam za sobą pędzącego wilkołaka. Musiałam się zatrzymać aby złapać oddech. W tym czasie likantrop dogonił mnie.
- Proszę. Nie zabijaj mnie. To ja, Megan. Charles powiedz, że mnie pamiętasz. - Powiedziałam przez łzy.
Wilkołak popatrzył na mnie po czym polizał mnie swym szorstkim językiem po policzku. Wyciągnęłam ku niemu dłoń lecz on się odsunął. Robiłam mały krok na przód. Charles zrobił to samo. Położyłam na jego głowie dłoń i przejechałam palcami po szorstkiej sierści stworzenia. Nagle ktoś zawył, a Charles odwrócił się i pobiegł do wołającego go stworzenia. Chciałam wrócić do domu, ale nie wiedziałam jak. Zostało mi więc tylko zostanie tutaj na polanie i czekanie aż coś mnie rozszarpie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz